Stowarzyszenie Paralotniowe SUDETY

Lataj z nami!

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Nasi Członkowie Mirosław Łuczak

Mirosław Łuczak

Mirosław ŁuczakTelefon: 600004859
E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Skype: paramirek


Urodziłem się 11.03.1950r. Najdalej jak potrafię cofnąć się pamięcią to rok 1953, wtedy po raz pierwszy zobaczyłem sunący po niebie samolot. Byłem zauroczony tym zjawiskiem. Od tamtej pory narodziła się we mnie chęć latania. Z dużym zaciekawieniem i wielką dozą zafascynowania przyglądałem się ptakom. Szczególnie tym dużym, które potrafiły szybować po niebie bez trzepotu skrzydeł. Zazdrościłem im, że ja tak nie potrafię. Byłem niesamowicie ciekawy jak wygląda ziemia z powietrza. Pamiętam częste sny z dzieciństwa o lataniu - "stoję na dużej zielonej łące, rozpościeram szeroko ręce, wspinam się na palce i w tej samej chwili wzbijam sie w górę". Było to niesamowite przeżycie. Kiedy byłem starszy, marzenie o lataniu doprowadziło mnie do modelarni lotniczej. Bardzo długo budowałem repliki samolotów bo jeszcze parę lat po wojsku. Byłem członkiem Aeroklubu Wrocławskiego i bardzo chciałem wówczas zostac szybownikiem, jednak zabrakło mi odwagi na podjecie takiej decyzji. Zabrakło osoby, która by mną pokierowała w odpowiedni sposób. Wreszcie w wieku 26 lat przełamałem się, otrzymałem skierowanie do GOBLL-u na badania lekarskie. Wynik wyszedł pomyślnie, byłem zdolny do odbycia szkolenia szybowcowego. Jednak wkradła się dezinformacja w Aeroklubie i nie dostałem zawiadomienia o rozpoczeciu kursu. Następny termin szkolenia z powodów rodzinnych odłożyłem na póżniej. I tak już zostało. Lata bardzo szybko mijały a marzenia o lataniu zaczeły zanikać. Grubo po 40-tce uświadomiłem sobie, że moje pragnienia nie spełnią się. Uznałem, że jestem już za stary by mysleć o lataniu. Jednak los chciał inaczej. Był rok 2000-czny lub troszkę wcześniej, gdy po raz pierwszy zobaczyłem program telewizyjny o paralotniach. Zauważyłem, że nie jest to takie trudne, drogie i do tego nie trzeba mieć końskiego zdrowia. Przez około 2 lata nurtowała mnie myśl, jak wejść w to środowisko paralotniarskie, do kogo sie udać, kogo sie zapytać. I znów przypadek sprawił, że niespodziewanie zdobyłem kontakt telefoniczny do Jurka Kamińskiego. 21 kwietnia 2002 roku pojechałem do niego na spotkanie i wtedy po raz pierwszy w realu zobaczyłem "glajta". Tydzień póżniej zacząłem kurs w Mieroszowie. Teraz już nie żałuję, ze nie zostałem szybownikiem. Szkoda tylko, że parę lat wcześniej nie natknąłem sie na paralotnie. W lutym 2008 r miałem wypadek paralotniowy. Kiedy przewieziono mnie do szpitala i rodzina przyszła sie ze mną zobaczyć opowiadałem jak to się stało. Całą sytuację z wypadkiem skiwitowałem zdaniem: "No i ten sezon mam z głowy". Zamiast myśleć o tym, czy będę mógł chodzić, nadal myślałem o lataniu. Po szeregu operacji, zabigów i rehabilitacji powoli dochodzę do zdrowia. Ta wolność, którą czuję w powietrzu jest silniejsza od strachu po wypadku. Ten sport okazał się spełnieniem moich marzeń i snów z dzieciństwa. Jest to wspaniała przygoda, za każdym razem inna i niepowtarzalna. To niezapomniane wrażenia po każdym odbytym locie, nawet tym najkrótszym. Każdy wolny weekend staram się poświęcić lataniu. "Już może za rok znów stanę na zielonym stoku, rozciągnę ramiona a moje stopy oderwą się od ziemi".
 

TELEFON ALARMOWY GOPR
601-100-300
Grupa Wałbrzysko-Kłodzka
+48 74 84 23 414

Sponsor Pucharu Dzikowca 2012

Reklama

Sponsor Pucharu Dzikowca 2012

Reklama

Sponsor PGW-PD 2012

Reklama

Arkadia

Reklama

Andrzejówka

Reklama

Dzikowiec

Reklama

WYJAZDY - INFO