Stowarzyszenie Paralotniowe SUDETY

Lataj z nami!

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Piotr Blachnik

Piotr Blachnik Proszę pana ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę. [inż. Mamoń]

 Przygodę z lataniem zacząłem dość wcześnie, bo w pierwszej lub drugiej klasie podstawówki. Pewnego razu ojciec nauczył mnie robić samoloty z kartki papieru i efekt był natychmiastowy - na drugi dzień uwaga w dzienniczku: chodzi po segmentach. Manto i pierwsza odczuta niesprawiedliwość społeczna: ratowałem załogę samolotu, który wylądował na skałach. Potem etap kapsuł ze starych opakowań po śmietanie, związanych gumką w taki sposób, że układ wyrzucony z klatki schodowej otwierał się pod wpływem wcześniejszego naciągu i wyrzucał na zewnątrz spadochron. I pierwsze zawody: komu z nas spadochron otworzy się, potem komu otworzy się wyrzucony z jak najmniejszej wysokości.
 Sklejanie samolotów, czyli niemalże obowiązkowy etap życia każdego lotnika, nie trwało u mnie długo. W M-3 trzymanie delikatnych konstrukcji zawsze kończyło się wrakowiskiem, nawet klejone kolejowe domki PIKO po pół roku wyglądały jak Drezno po nalotach dywanowych.
Puszczając od czasu do czasu kiszkowate balony na ogrzane powietrze, zrobione z klejonych taśmą samoprzylepną worków na śmieci, wyczekałem do momentu, aż mój tata zobaczył w kablówce ogłoszenie Aeroklubu Ziemi Wałbrzyskiej o szkoleniu paralotniowym na Dzikowcu. A, że jakoś tak dobrze skończyłem pierwszy rok w technikum - dostałem od ojca "skierowanie".

 W 1995 roku zaczęła się dla mnie nowa era, która trwa nieprzerwanie do dzisiaj. Kurs, potem ślizgi pod Bukowcem na pożyczanej Bicli, wiosną 1996 r. stałem się posiadaczem niezwykłego skrzydła o właściwościach lotnych przypominających puszczone z wysokości kowadło. Również w tym roku miałem okazję spróbować szybownictwa, którą to przygodę ukończyłem z III kl. wyszkolenia. Dla człeka z technikum był to za duży wydatek, a w dodatku - pod względem swobody - to nie było to! Na początku 1997 r. przesiadka z kowadła na DHV-3 (Pro Design Contest, w dzisiejszych czasach nie polecam takich przeskoków po klasach skrzydeł, bo można skończyć jak Ikar!) i w zasadzie początek prawdziwego latania. W 2001 r. kupiłem moje pierwsze fabrycznie nowe skrzydło (Galaxy Scorpion), które po 60 godzinach lotu miało już przewiewność 18.500 (l) na (m2) na (min), gdzie norma dopuszcza 500... Zresztą, rozpadły się wszystkie glajty szyte z tego materiału, a potem sam arogancki producent... Od 2004 roku latam na szwajcarskich Advance'ach, najpierw na Omedze 5, obecnie na Omedze 7.

 Od 1996 r. praktycznie każdą wolną chwilę spędzam w górach, a życie układam tak, aby mieć je jak najbliżej. Od tego czasu wylatałem prawie 600 godzin i mimo odwiedzenia wielu pięknych miejsc w Europie - najwięcej przyjemności czerpię z latania w Górach Kamiennych, a zwłaszcza na Dzikowcu.

 Poza lataniem jestem ortodoksyjnym zwolennikiem wczesnej twórczości Jean'a Michel'a Jarre'a, chodzę po górach (głównie Sudety, że o Górach Kamiennych już nie wspomnę) i piję piwo, czasami łącząc te wszystkie przyjemności w jedną. Interesuje mnie również tematyka kolejowa a zwłaszcza parowozy jako genialne, żyjące maszyny, istne wehikuły czasu.

Galeria Picasa: http://picasaweb.google.com/piotr.blachnik

 

TELEFON ALARMOWY GOPR
601-100-300
Grupa Wałbrzysko-Kłodzka
+48 74 84 23 414

Sponsor Pucharu Dzikowca 2012

Reklama

Sponsor Pucharu Dzikowca 2012

Reklama

Sponsor PGW-PD 2012

Reklama

Arkadia

Reklama

Andrzejówka

Reklama

Dzikowiec

Reklama

WYJAZDY - INFO